open the doors
 ::  Czasopismo "Dla Nas"
Numer 6: Spotkanie
By?a zima. Zielony wilk wyruszy? na polowanie. W pewnej chwili zobaczy? ?nie?nego królika, których pe?no by?o na ...

Numer 6: Rola pracy w moim ?yciu
Praca w moim ?yciu odgrywa ogromn? rol?. My?l?, ?e zw?aszcza u nas osób lecz?cych si? na choroby zwi?zane z psychik? ...

Numer 7: Wynalazek
Nareszcie dotar?am do celu. Za sob? mia?am tygodnie, nie miesi?ce d?ugiej uci??liwej podró?y. W trakcie podró?y ...

Rozmowaz dr Andrzejem CechnickimOgólnopolskim Koordynatorem Programu „Sc...
Rozmowaz dr Andrzejem CechnickimOgólnopolskim Koordynatorem Programu „Schizofrenia - Otwórzcie ...

Numer 3: Kilka uwag o depresji popsychotycznej
Wielu chorych po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego, w którym przebywali z powodu psychozy, znajduje si? w depresji. ...

Numer 4: Mi?o?? jest nie?miertelna
Mi?o?? jest nie?miertelna.  A wed?ug Dezyderaty – wieczna jak trawa; czasem przy sprzyjaj?cej aurze na jej, ...

Numer 4: S?owem wst?pu
S?owo mo?e zabi?. W?a?nie jedna z moich cz??ci zosta?a zabita s?owem. Wprost od najbli?szego. Reszta cz??ci zbiera si? ...

Numer 5: Powinni?my…
Powinni?my…  by? stabilni i gi?tcy, mobilni i trwali, ci?gle zdyscyplinowani, powinni?my nie funkcjonowa? ...

Profilaktyka zaburze? psychicznych u m?odzie?y (rozmowa z Prof. Mari? Orwid) ...
Profilaktyka zaburze? psychicznych u m?odzie?y (rozmowa z Prof. Mari? Orwid) Rafa? Sulikowski: Niedawno w Sali ...

Numer 5: Jestem siostr? Julii. A Julia jest chora na schizofreni?
Jestem siostra Julii. Mam 25 lat. Jestem niezwyk??, zjawiskow? osob?, wci?? to s?ysz?. Jak jaki? egzotyczny kwiat. ...

Numer 6: Spotkanie

By?a zima. Zielony wilk wyruszy? na polowanie. W pewnej chwili zobaczy? ?nie?nego królika, których pe?no by?o na bia?ych pustkowiach nedinorckiego barren. Zbli?y? si? do niego i nagle us?ysza? szcz?kni?cie metalu, a co? zacisn??o si? na jego prawej przedniej ?apie. Poczu? straszny ból. Próbowa? odskoczy? do ty?u, ?eby wyrwa? si? z pu?apki, lecz na nic si? to zda?o. ?elazna obr?cz trzyma?a zbyt mocno.

By? w potrzasku. Wiedzia? co go dalej czeka, gdy? w trakcie swych w?drówek nie raz obserwowa? z ukrycia ludzi zak?adaj?cych i opró?niaj?cych sid?a. Zrezygnowany i obola?y przele?a? tak kilka godzin, a? zobaczy? zbli?aj?c? si? na trzcinowych nartach posta?. Kiedy przyjrza? si? jej dok?adnie, stwierdzi?, ?e jest to ch?opiec – drobny szatyn, który nie by? ju? dzieckiem ale nie wygl?da? jeszcze na doros?ego m??czyzn?. I co najwa?niejsze, zupe?nie nie przypomina? my?liwego. Nie mia? bowiem ?uku, ani strza?, ani ?adnej innej broni. Endi (tak bowiem mia? ów ch?opiec na imi?) przystan?? zszokowany widokiem , gdy? zorientowa? si?, ?e przed nim le?y w sid?ach zielony a w?a?ciwie ciemnooliwkowy wilk. Poniewa? wed?ug niego takie wilki nie istnia?y , uzna?, ?e musi by? to bardzo niezwyk?y przedstawiciel tego gatunku zwierz?t. Nie wierzy? w przypadki, wi?c pomy?la? od razu, ?e to przeznaczenie ?ci?gn??o ich obu w to miejsce. W jaki? sposób ich losy s? ze sob? splecione. Dzi?ki temu, ?e jego chrzestny ojciec, czarnoksi??nik cesarza Ryszarda – Gwenolt, nauczy? go porozumiewa? si? ze zwierz?tami, przekaza? zielonemu wilkowi w my?lomowie:

„ Nie bój si?. Spotka?e? mnie i odt?d wszystko b?dzie dobrze” - Wilk nie odpowiedzia? ale spojrza? przyja?nie na ch?opca.
- „Teraz ci? uwolni?” – mówi? dalej w my?lomowie Endi – „ tylko mnie nie zjedz”.

Ch?opiec magiczn? moc? rozerwa? sid?a. Zielony by? na tyle ranny, ?e nie tylko nie móg? zje?? swojego wybawcy, ale w ogóle nie móg? si? ruszy?, gdy? jego ?apa krwawi?a i bardzo bola?a.

- „ Widz?, ?e musz? si? zabawi? w uzdrowiciela zwierz?t” – powiedzia? do wilka ch?opiec ?ci?gaj?c narty.
- „ Dzi?kuj? za pomoc” – tym razem odpowiedzia? w my?lomowie zielony.

Endi magicznymi zabiegami zasklepi? mu rany i doda? energii, tak ?e ten móg? wsta?. Ch?opiec pomy?la?, ?e jak najszybciej powinni oddali? si? od legalnej przecie? linii side?, zanim zaskoczy ich my?liwy.

- „Chod?” – powiedzia? w my?li Endi, bior?c narty na rami? – „zabieram ci? ze sob?”. Wilk by? mile zaskoczony t? propozycj?.
– „Dobrze, wi?c chod?my” – odpowiedzia?. Ruszyli w drog?, w trakcie której ch?opiec opowiedzia? zielonemu pokrótce swoj? histori?...

Po godzinie dotarli do lasu. Tam wilk doprowadzi? Endiego do miejsca, gdzie rozbili obóz. By?a to pi?kna polana otoczona jod?owym lasem i ukwiecona czerwonymi przetrwa?cami, którym nawet sroga zima nie przeszkadza?a w kwitni?ciu. Roi?o si? tam od siwych kolibrów unosz?cych si? nad kwiatami. Ch?opiec wzi?? si? za rozpalanie ognia, przekonuj?c sp?oszonego wilka, ?e ognisko wcale nie jest tak niebezpieczne jak to si? zielonemu wydawa?o. W ko?cu zwierzak da? si? przekona?. Zap?on?? ogie?. Do wilka dotar?o przyjemne ciep?o. Ch?opiec zebra? ?niegu do kocio?ka i zawiesi? go nad ogniskiem na niby wieszaku zrobionym z dwóch patyków. Nast?pnie powróci? do uzdrawiania zielonego.

- „Zaraz b?d? zio?a” – przekaza? mu w my?lach.

Podczas, gdy ch?opiec leczy? go swoj? magi?, wilk opowiada? mu o swoim ?yciu. Endi czasem przerywa?, zadaj?c pytanie, które pozwala?oby mu lepiej pozna? szczegó?y opowie?ci. Poza tym s?ucha? z zainteresowaniem. Gdy jego „pacjent” sko?czy? ch?opiec rzek?:

- „Po pierwsze potrzebna ci kilkudniowa kuracja”.
- „ Po drugie od tej pory w?drujemy razem, bo nie wierz? w przypadkowo?? tego spotkania”.

Zielony wilk, którego wilcza bra? skaza?a na samotno?? za inny kolor sier?ci, prze?y? chwil? wielkiego wzruszenia. Polubi? Endiego – bardziej ni? chcia? si? do tego przyzna? nawet przed sob? i czu? do niego wielk? wdzi?czno?? za pomoc, której ten mu udzieli?, dlatego nie namy?laj?c si? d?ugo odpowiedzia?:

- „Dobrze”
- „Wspaniale, ?e si? zgadzasz !” – ucieszy? si? ch?opiec i przytuli? wilka jak psa. Dla wilka by?o to kolejne mi?e zaskoczenie. Nie zazna? do tej pory blisko?ci.
- „Od teraz jeste?my przyjació?mi” – mówi? dalej Endi – „i nadaj? ci imi? Kethang”
- „Bardzo ?adne imi?” pomy?la? Kethang a ch?opiec odebra? impuls, ?e imi? si? podoba?o.
- „W ?yciu nigdy nie wiesz czy co? jest dobre, czy z?e” – my?la? dalej zielony wilk – „kiedy dzisiaj wpad?em w sid?a, to bola?o nie do wytrzymania, ale dzi?ki temu zdarzeniu pozna?em przyjaciela”.

Sven Hajman


kontakt + copyright dla mediów + nota prawna + o nas
Copyright 2010 Medforum